Podczas niedzielnej Worldwide Developers Conference 2010 Apple zaprezentował nowy telefon iPhone 4. Urządzenie jest prawie identyczne z prototypem, który w marcu został znaleziony w jakimś barze nieopodal Cupertino w Kalifornii. Wygląd telefonu nie powala, a miłośnicy „jabłuszka” podzielili się na dwa obozy. Krytycy kupią go, tylko dla jego niezwykłych możliwości, a zwolennicy, żeby go mieć – w obu przypadkach Apple jest zwycięzcą. Zdjęcia najnowszego dziecka Stevea Jobsa można zobaczyć na stronie internetowej Forsal.pl.
Premiera telefonu jest oczywiście dużym wydarzeniem, ale z punktu widzenia Apple jako spółki publicznej, jest to tylko jedno z nowych źródeł przychodów tego koncernu. Dla analityków giełdowych dużo ważniejsze wydają się doniesienia o wprowadzeniu na iPhone aplikacji iBook do czytania książek oraz reklam w aplikacjach iAd.
Opisując iBook należy przytoczyć trochę liczb z prezentacji Jobsa. Do tej pory tylko iPod wspierał tą aplikację i 2 mln użytkowników tabletu w niespełna 2 miesiące kupiło 35 mln eksiążek. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że do tej pory Apple sprzedaż 50 mln iPhonów widać, że potencjał rynku jest ogromny. Wydaje się, że sprzedaż publikacji elektronicznych będzie rosła w tempie geometrycznym, a to oznacza szybki wzrost zysków.
Kolejnym rozwiązaniem, mającym zdywersyfikować przychody koncernu, jest wprowadzenie programu iAd polegającego na umieszczaniu i zarabianiu na reklamach w aplikacjach. Wygląda, że jest to atak na rynek, którego liderem od lat jest Google. Apple przekaże twórcom gier 60 proc. dochodu z reklam zamieszczonych w aplikacjach, więc wymiana wydaje się uczciwa.
Dziwić może tylko fakt, że iPhone 4 nie wspiera płatności bezdotykowych. Jest to kolejny obszar rynku mobilnego, z którego Apple może czerpać zyski. Oczywiście niewykluczone jest, że Jobs nie odsłonił jeszcze wszystkich kart i nowy telefon zaskoczy ponownie.
Aktualności
08.06. Apple będzie sprzedawać eksiążki na iPhone
