Gazeta Wyborcza z 16 grudnia publikuje informację dotyczącą niedawnego zajścia, jakie miało miejsce podczas debaty w irlandzkim parlamencie. Otóż nie tylko nasi rodzimi politycy tracą czasem cierpliwość. Kiedy irlandzcy posłowie dyskutowali o wymuszonych przez kryzys cięciach w świadczeniach socjalnych, przedstawiciel opozycji skrytykował Paul’a Gogarta (ze współrządzącej Partii Zielonych) za „bredzenie”. Ten nie wytrzymał i dwukrotnie użył słowa „F***” – czyli chyba najbardziej znanego anglojęzycznego przekleństwa - pod adresem „kolegi” z opozycyjnej Partii Pracy. Z całym szacunkiem, w najbardziej nieparlamentarnych słowach, niech się pan pier…, panie deputowany Stagg! Niech się pan pier…! – odpowiedział Gogarty.
Jak się jednak później okazało, poseł nie naruszył właściwie żadnych procedur (poza dobrym wychowaniem), bowiem słowa „f***" nie ma na liście zwrotów, których nie wolno używać posłom podczas obrad. Na liście tej znajdują się natomiast słowa przytoczone przez dziennik „Irish Times”, m.in.: wieśniak, bufon, faszysta, szczur i ulicznik. Oczywiście, po ostatnim zdarzeniu lista poszerzy się o kolejne obraźliwe słowo.
Cała informacja na powyższy temat znajduje się w drukowanym wydaniu Gazety Wyborczej z 16 grudnia, w artykule Jacka Pawlickiego Bardzo brzydkie słowa irlandzkiego posła. Feralną wypowiedź zdenerwowanego posła Gogarty można obejrzeć na You Tube.
Aktualności
16.12. "F***" - TAK, WIEŚNIAK, BUFON LUB FASZYSTA - NIE
