Amerykanie prof. Elinor Ostrom i prof. Oliver E. Williamson zostali laureatami ekonomicznego Nobla. Zdobywcy nagrody nie byli jednak w gronie tegorocznych faworytów.
O nieco zaskakującym przyznaniu Nagrody Banku Szwecji rozpisują się wszystkie gazety. „Dziennik Gazeta Prawna” w dzisiejszym wydaniu podkreśla, że stawiano przede wszystkim na makroekonomistów i fachowców od recesji, którzy potrafiliby podpowiedzieć, jak walczyć z kryzysem. Niezgodnie z oczekiwaniami tegorocznego Nobla przyznano specom od zarządzania. Nie znaczy to jednak, że nagroda nie jest zasłużona. Jej adresaci są po prostu przedstawicielami dziedziny ekonomii, która nie budziła żywego zainteresowania mediów. – To także ukłon w stronę tych ekonomistów, którzy od lat badają strukturę organizacji od wewnątrz i wiedzą jak fascynujący jest to temat – mówi w "Rzeczpospolitej" Robert Solow, laureat Nagrody Nobla z 1987 roku.
Amerykańscy profesorowie od kilkudziesięciu lat zajmują się relacjami między ludźmi, a nie twardą gospodarką. Profesor Elinor Ostrom została uhonorowana za „analizę ekonomicznego zarządzania, w szczególności wspólnot”, a profesor Oliver E. Williamson za teorię rozwiązywania konfliktów korporacyjnych oraz udowodnienie, że niewidzialna ręka rynku często działa w sposób bardzo kosztowny.
Tegoroczna Nagroda Nobla z ekonomii jest jeszcze z jednego powodu zaskakująca. Po raz pierwszy w jej 40-letniej historii została przyznana kobiecie. Wyróżnieniem dla prof. Ostrom zaskoczeni byli przede wszystkim bukmacherzy, którzy za jej nominację płacili 51 dolarów do jednego.
